W teorii wszystko jest jasne.
Dobro wspólne rozumiane jest jako cel wspólnoty – osiągany poprzez rozwój jej członków, poszanowanie ich praw oraz zaspokajanie indywidualnych interesów w taki sposób, aby całość społeczeństwa mogła realizować swoje długofalowe cele.
Społeczeństwo obywatelskie to z kolei aktywna zbiorowość, która potrafi się samoorganizować i działać na rzecz dobra wspólnego niezależnie od bieżącej władzy, ale w ramach obowiązującego porządku prawnego.
Równie klarownie wygląda to na poziomie ustrojowym.
Polska jest państwem demokratycznym, w którym naród sprawuje władzę głównie pośrednio – poprzez wybranych przedstawicieli – a uzupełniająco bezpośrednio, m.in. poprzez referendum czy obywatelską inicjatywę ustawodawczą.
Formalnie więc:
– dobro wspólne jest celem,
– społeczeństwo obywatelskie narzędziem,
– demokracja ramą działania.
Problem zaczyna się w praktyce.
Zamiast współdziałania obserwujemy narastającą polaryzację społeczną, napędzaną ostrym sporem politycznym, mediami oraz mediami społecznościowymi. Konflikt coraz częściej zastępuje dialog, a kompromis bywa postrzegany jako słabość.
Podziały światopoglądowe i polityczne prowadzą do erozji zaufania społecznego, marginalizacji postaw umiarkowanych oraz dehumanizacji oponentów. W efekcie społeczeństwo zaczyna funkcjonować w logice dwóch przeciwstawnych obozów, a nie wspólnoty obywateli.
Ten stan rzeczy przynosi skutki odwrotne do tych, które zakładają pojęcia dobra wspólnego, społeczeństwa obywatelskiego i konstytucyjne zasady demokracji.
Racja stanu – zamiast być praktycznym punktem odniesienia – coraz częściej pozostaje hasłem oderwanym od codziennego doświadczenia.
W takiej sytuacji pojawia się pytanie o rolę suwerena.
Społeczeństwo – nawet jeśli nie dysponuje władzą polityczną ani przymusem administracyjnym – nie jest zwolnione z odpowiedzialności. Przeciwnie: w warunkach narastającego konfliktu to właśnie ono powinno reagować, korzystając z dostępnych, legalnych narzędzi wpływu.
Brak takiej reakcji oznacza zgodę na to, by racja stanu pozostała pojęciem teoretycznym, a dobro wspólne – deklaracją bez przełożenia na praktykę.
Autor jeż
